Autor wpisu  Joanna Nowaczyk   kategoria       Maj 21, 2015  

Ten wywiad przeprowadziłam dlatego, by pokazać, że starzenie się choć naturalne nie jest łatwe dla nikogo. Zawsze uderza mnie, gdy słyszę od młodych ludzi komunikat: babciu/ dziadku co ty o tym możesz wiedzieć ?

I choć dystans pomiędzy starymi a młodymi  wydaje się być czasem przepaścią, w rezultacie wcale tak nie jest. Tylko my chcemy ją tak postrzegać.

Gościem jest Pani 82 letnia Amelia Kowacz matka i babcia mieszkanka Trójmiasta.

Joanna Nowaczyk: Jest Pani bardzo energiczną kobietą. Czy kiedykolwiek pomyślała Pani…jestem już stara ?

Amelia Kowacz: jasne, w końcu to musiałam przyznać. Jednak długo tak o sobie nie myślałam. Nawet, gdy moja twarz pokryła się zmarszczkami, cały czas nie docierało do mnie, że ludzie postrzegają mnie inaczej niż czuje to w środku.

Pomyślałam w ten sposób tylko raz i to był początek mojej starości. Od tamtej pory co dzień pamiętałam już, że jestem po prostu stara.

JN: jak to się stało ? co wpłynęło na to, że powiedziała pani sobie jestem stara ?

AK: wracałam kiedyś z rynku, z zakupów. Nie jestem już młódką (śmieje się) więc szłam wolno. Mijały mnie dziewczynki, około 17 lat. Ponieważ byłam na ich drodze musiały mnie wyminąć. Wówczas usłyszałam jak jedna z nich mówi: ,,Przesuń się stara”.

Bardzo mnie to oburzyło. Nigdy nie lubiłam prostarctwa i cwaniactwa.

Odpowiedziałam: ,,ja też byłam kiedyś młoda, nie bądź wulgarna dziecko”. Młoda kobieta stanęła przy mnie, wygięła ciało jakby rozmawiała z dzieckiem i odpowiedziała: ,,ale teraz jest Pani zramolałą staruszką…i nie jestem dziecko”.

W tym własnie momencie poczułam jak w mojej głowie świta mi właśnie ta myśl. Mimo, że to dziecko było po prostu nieuprzejme i wielu powiedziałoby, że nie należy się tym przejmować. Ale w życiu każdego człowieka, młodego czy starego przychodzi od czasu do czasu czas refleksji, że czas przestać udawać.

JN: ile miała Pani wówczas lat ?

AK: około 60 lat. I nawet okres menopauzy nie wyrył w mojej głowie tej świadomości. To jest jak grom.

JN: Jak zatem Pani dopiero w wieku 60 lat zdała Pani sobie sprawę z upływu czasu ?

AK: cały czas zdawałam sobie sprawę, że czas mija, a ja nie wyglądałam już tak jak dawniej. Gdy oglądałam stare fotografie lub, gdy patrzałam na swoje kolana i skórę nad nimi, która zaczynała po prostu zwisać, wiedziałam, że nie mam wciąż 20 lat. Tu chodzi raczej o  świadomość, że inni widzą cię inaczej, niż czuje się w środku.

Wie pani….ja nigdy nie czułam upływu czasu. Widziałam ją ale nie czułam.

JN: Dusza podobno się nie starzeje. Ja też nie czuję się w środku inaczej niż 20 lat temu. Pewnie jestem mądrzejsza i bardziej opanowana. Lepiej umiem radzić sobie ze sobą i problemami, które mnie dotykają. I prawe ze 100 procentowa pewnością mogę stwierdzić, że chyba wszyscy tak mają.

AK: Pozwolę sobie się z panią nie zgodzić. Tak mają ci, którzy czuja życie. Którzy lubią wąchać kwiaty, patrzeć na uśmiech, doświadczać życia. Myślę, że ich jest zdecydowana większość.

JN: czy od tego czasu, gdy powiedziała pani sobie jestem stara coś się zmieniło w pani życiu lub zachowaniu ?

AK: Tak zrobiłam się smutna. Nie zdołowana, po prostu jakiś smutek na stałe zagościł gdzieś we mnie.

JN: można to nazwać żal za młodością ?

AK: niekoniecznie. Ja zawsze lubiłam swoje życie. Mimo wielu przeszkód radziłam sobie jak mogłam i to napawało mnie dumą i radością. Człowiek po prostu działał. Miał pracę, przyjaciół.

JN: czy będąc młodą dziewczyną obawiała się pani starości. Czy za wszelka cenę chciała pani jej uniknąć tak jak dziś walczy się z czasem ?

AK: jak byłam bardzo młoda nie myślałam, że kiedyś będę stara. Owszem, gdzieś w głowie miałam tę myśl że kiedyś przyjdzie ten czas. Ale to do nie niespecjalnie docierało. Starość – co to właściwie jest ?

Widywałam osoby stare i schorowane. I zawsze obawiałam się chorób z niej wynikających niż samej starości jako stanu. Nikt z młodych nie traktuje młodości czy starości  jako stanu bycia. Bo nikt o swoim życiu tak nie myśli do momentu refleksji. Moja młodość  było życiem młodej dziewczyny z całym bagażem przywilejów i utrapień. Stroiłam się dla chłopaka. Chodzilam na prywatki. Nie miałam takich wygód ja ma teraz młodzież posiada, bo wtedy tego nie było. Ale czas mojej młodości nie odbiegał od tego z czym  dzisiejsza młodzież się zmaga. Wówczas również istniały problemy takie jak dziś. Szukanie pracy, partnera. Zdrady, niechciane ciąże.

JN:  czy jest coś co może przegnać ten smutek, który w pani zamieszkał ?

AK: nie wiem droga pani. To nie jest smutek, który nie pozwala mi działać. Nie przygniata mnie. To raczej jak zmiana kąta patrzenia na siebie. Smutne jest to, że w ludzie w  odczuciach są tacy samotni. Bo przecież wszyscy się starzejemy. Dlaczego więc jedni drugim to wytykamy ? Dlaczego starość jest tak napiętnowana ? Ja przecież mogę być jeszcze bardzo stara ( śmieje się). Do tego co nadejdzie dziś mogę nazywać się młódką. Tym bardziej, że nic mi nie dolega. Kto wie ile jeszcze przede mną.

Czasem najgorsza jest chyba myśl, która wierci dziurę w głowie. Wówczas stajesz i np. mówisz, Boże jak nic nie wiem, jestem życiowym partaczem. A ja stanęłam przed lustrem i ujrzałam starość. Nie zmarszczki do których się dawno przyzwyczaiłam, ale miałam wrażenie że dla świata jestem człowiekiem drugiej kategorii. To okropne uczucie. Uświadomić sobie że ludzi wokół widzą cie inaczej niż ty chcesz im pokazać siebie. Podobnie pewnie czują niepełnosprawni czy upośledzeni. Na co dzień nie pamiętaliby że są tacy, gdyby inni im o tym nie przypominali.

JN: zatem czym jest według pani starość ? lub co w niej najgorsze ?

AK: powszechna ignorancja. Od lekarzy zacząwszy po ludzi  młodych kończywszy, którym wydaje się, że  seks i problemy są wymysłem ich czasów. Poza tym poczucie bezradności, która niestety z biegiem lat jest obezwładniająca. Mam gdzieś z tyłu głowy że za jakiś czas mogę stać się ciężarem dla moich dzieci. To mnie przeraża. Nie chciałabym im zawadzać. Dzięki Bogu nadal czuję się potrzebna.  Poza tym lubię siebie, lubię swoje życie. W sumie jest wyjątkowe. Pracowałam na kolei. Kochałam tę robotę. Mialam wspaniałych przyjaciól. Dziś większości z nich już nie ma.

Gdy brakuje człowiekowi sił, przestaje planować, przestaje marzyć.  Chciałabym dużo, ale brak mi pary (śmieje się). Tego bardzo mi brakuje.

JN: zatem jest recepta na starość…

AK: tak jest. Kochać ludzi i kochać świat. Cały czas pozwalać się szokować i zadziwiać. Być tym kim kim chce się być. Mimo, że opadają nam pośladki, mimo, że jest nam dziwnie w sflaczałym ciele, a inni traktują nas jak nikomu niepotrzebna rzecz. Bo widzi pani…młodość ma to do siebie, że zawsze się obroni. Dajmy na to….nie masz wykształcenia, ale chcesz pracować, to  idziesz do tej pracy, która dyplomów nie potrzebuje. Wezmą cię bo jesteś młody i masz siłę. Praktycznie w każdej sferze, jesteś w stanie osiągać cel. Problem w tym, że młodzi nie dostrzegają tych możliwości. Widzimy je zazwyczaj z perspektywy czasu. Ale wówczas może być po prostu za późno (śmieje się).

JN: co by pani powiedział sobie , gdyby mogła cofnąć się w czasie i spotkać siebie sprzed 40 lat ?

AK: powiedziałabym, że strach ma wielkie oczy. Że nie ma go do naprawdę, tylko siedzi w naszej głowie. Kochaj siebie i pozwól innym na kochanie ciebie. Nie zamartwiaj się, bo za chwilę te wielkie sprawy będą bez znaczenia.

Powiedziałbym sobie próbuj i działaj, bo ten czas który dziś utracisz nigdy do ciebie nie powróci. Próbuj, bo przynajmniej będziesz wiedzieć czy umiesz lub możesz. I nigdy nie będziesz żałować że nie spróbowałaś. I nigdy nie oglądaj się na innych. Bo zawsze znajdzie się wielu sprytnych doradców, którzy zdołują cię tylko dlatego, że sami niczego nie potrafią.

Szanowna Pani dziękuję za rozmowę. Życzę wielu szczęśliwych chwil.

O autorze  

Z wykształcenia politolog i dziennikarz. Pasjonatka życia. Aktywna, kreatywna, biorąca garściami z każdego dnia. Kocha dzieci, zwierzęta, badmintona, kajaki, góry, lasy, streching, podróże, morze itp....