Pazerność w dęciaku

Autor wpisu  Krzysztof Myjkowski   kategoria       Maj 27, 2015  

Alior Bank na brak kasy raczej nie narzeka, skoro regularnie reklamuje się w telewizji publicznej. Zresztą, jaki bank narzeka? – można by zapytać, gdyby nie obyczaj, że o pieniądzach ponoć nie rozprawia się w dobrym towarzystwie.

Skąd mi przyszło do głowy, że to dobre towarzystwo? Z pozorów, rzecz jasna. Stwarza je sam Alior, przystrajając swoich ludzi (wynajętych aktorów zapewne) w akcesoria rzekomych dżentelmenów. Łażą na planie filmików reklamowych w czarnych melonikach, z czarnymi parasolami i w białych rękawiczkach. Dlaczego „rzekomych”, skoro nawet w filiach banku można ujrzeć na wieszakach inkryminowane meloniki? To bowiem, że wiszą tam one tylko dla picu, poznać można choćby po grubych warstwach kurzu…

Nie jest to wszakże najistotniejszy powód do podejrzeń, że owo „dżentelmeństwo” zaczyna i kończy się na owych dęciakach. Tu informacja dla młodzieży: dęciak, to czarny melonik, dawno temu zapożyczony od angielskich elegantów przez pracowników polskich firm pogrzebowych. Informacji tej nie należy jednak kojarzyć z pośmiertną ofertą Alior Banku, bo taka nie istnieje. On bowiem stara się przenicować nam kieszenie, zanim przeniesiemy się do lepszego świata.

Gdzie się w tym banku nie obrócić – wszędzie pozory. Po rzekomym dżentelmeństwie kolej na rzekomy altruizm. Na tę szlachetną cechę, zdawać by się mogło, wskazuje fakt prowadzenia konta  stowarzyszenia „Siepomaga”.  Organizacji gromadzącej środki, od najczęściej anonimowych ofiarodawców, na leczenie ciężko chorych dzieci.

Jednym wśród nich jest mała Zuzia. Dziecko trzymające się kurczowo nadziei na przeżycie, mądre nad wiek, pogodne i radosne, mimo niewyobrażalnych codziennych cierpień. Nadzieję daje eksperymentalna kuracja w USA, której koszt to jednak miliony. Rodzina Zuzi wyprzedała wszystko, ale to kropla w morzu potrzeb. Dziecko zdobyło serca Polaków. W krótkim czasie prawie sto tysięcy osób wpłaciło na konto Zuzi niemal całą  potrzebną kwotę: 6 milionów złotych. Może uda się sprezentować dziewczynce drugie życie.

Do Alior Banku nadal przychodzą ofiarodawcy. Numer konta Zuzi leży na wierzchu. Tylko wpłacać. Pani najpierw informuje o bankowej prowizji w wysokości 2, 40 złotych. Jednak gdy tylko  klient wyciągnie portfel, pozory pękają jak bańki chlorowodoru na powierzchni gnojówki. „Niespodziewanie” okazuje się, że bank żąda za tę usługę prawie 17 złotych. – Bo to konto indywidualne otwarte przez organizację – tłumaczy urzędniczka z kamienna twarzą. – To co, że dla Zuzi – oburza się. – A wie pan, ilu ludzi by do nas przychodziło, gdyby wszystko było za darmo? Oglądam się. Poza mną w kantorku tylko meloniki na wieszakach i smród kurzu… Jakiś jeszcze bardziej nieznośny/

Po co te pozory? Proste. Gdyby tylko co trzeci ofiarodawca skorzystał z tej formy zasilenia konta ciężko chorej dziewczynki, Alior Bank zarobiłby na niej ponad pół miliona złotych! Dużo więcej, niż kosztować będzie kilkuletnia rehabilitacja leczonego dziecka.

Cel zawsze uświęca środki? Często tak, zwłaszcza jak się ma specjalne możliwości. Na biednej Zuzi bank zarobi więcej, niż inny na spółce z komornikiem, rabującym rolnikom traktory. Dla wielu zwykłych właścicieli rachunków bankowych mogła być szokiem informacja prokuratury w tej głośnej sprawie.

Że coraz częstsze przypadki rzekomo pomyłkowych zajęć majątków Bogu ducha winnych osób odbywały się przy ścisłej współpracy komorników, bankowców i gangsterów. Bezkarnej dotychczas, bo podobno… zgodnej z prawem! Tak to przynajmniej przedstawiali niektórzy pracownicy wymiaru sprawiedliwości.

Okazuje się, że wystarczyło fałszywie oskarżyć człowieka o niepłacenie długów, aby uzyskać dostęp do wszystkich jego danych osobowych, oskarżyć go zaocznie i w takim trybie zdobyć sądowy nakaż komorniczy. Ażeby następnie – przy bierności policji – okraść go z wszystkiego. Mając przy tym pewność, że kiedy pomyłka wyjdzie na jaw, można będzie wszystko zrzucić na niedoskonałe prawo, bez obowiązku zwrócenia zagrabionego majątku. W majestacie prawa, bo już został sprzedany, za ułamek wartości i – taki przypadek! – dobrym znajomym. Zwykle z niezłymi karczychami, choć często też, dla zachowania pozorów – w czarnych dęciakach.

No, ale podobno jest już gdzieś w Polsce komornik, który stanie za to przed sądem. Podobno jeden został nawet z tego powodu wydalony z zawodu. O zarzutach wobec bankowców i szczęśliwych nabywców jakoś nie słychać. Słychać za to coraz głośniej wyrażane obawy niektórych polityków, że utrudnianie bankom nieograniczonego dostępu do prywatnych kieszeni Kowalskich będzie zachętą do nadużyć. Kowalskich oczywiście, jak należy rozumieć, nie banków i gangsterów…

Słowem, dno? Niekoniecznie. Kowalscy pracujący w sieci sklepów „Żabka” też znają konto Zuzi. Za wpłaty na nie nie pobierają żadnych opłat.

O autorze