Autor wpisu  Krzysztof Myjkowski   kategoria       Październik 2, 2015  

Do sędziów piłkarskich krzyczą czasem: „Sędzia kalosz!”. Oni zresztą niespecjalnie się o to obrażają. A czy Wysoki Sąd, a ściślej sędziego Wysokiego Sądu też można by tak określić? Ależ broń Boże, rzecz jasna!

No, ale gdyby już? Jak wtedy brzmiałaby ta inwektywa? Wysoki Kalosz? Bo, że niejeden z pobrzękujących łańcuchem arbitrów zasługiwałby na takie miano, to więcej niż pewne. I, jak mówią, normalne. Przecie: jak ksiądz, tak sędzia – też człowiek.

Choć nie do końca wiadomo, który bardziej. O ile bowiem ten pierwszy może nam zagwarantować wieczne potępienie dopiero na tamtym świecie, o tyle ten drugi – piekło jeszcze na tej ziemi.

Na przykład, choremu umysłowo chłopcu o rudych włosach, którego usadził na ławie oskarżonych i posłał za kraty za kradzież cukierka. Albo ułomnym intelektualnie rodzicom, którym odebrał rodzone dziecko, bo lubili jeść i byli za grubi. Więc, po ludzku uznał Wysoki Kalosz, będą też za mało stanowczy jako wychowawcy.

No, ale co zrobić, jak taki pan sędzia dorastał w przeświadczeniu, że każdy rudy, to fałszywy? Albo, że najskuteczniejszym argumentem w wychowaniu dziecka są kary fizyczne? Albo, że każda kobieta jest tym skuteczniejszym narzędziem szatana, im lepiej gotuje? Bo wiadomo, że przez żołądek do serca. Albo, że w każdym facecie o wrażliwszej duszy drzemie pedał i pedofil (o czym za chwilę)?

Niegdysiejszy autorytet w tej branży – sędzia Barbara Piwnik – zapewniała niedawno w TVP Info, że ktoś, kto ma takie przekonania nigdy nie powinien zostać sędzią. Niestety, chyba jedyną prawdą w tej kwestii jest to, że zapewniała. Przekonać się o tym mogli widzowie popularnych seriali TV, realizowanych w scenografii sali sądowej, z autentycznymi sędziami w rolach głównych. Powiedzmy – „Sądu Rodzinnego”. Zapewne miał to być program edukacyjny, a bywa… horrorem.

Jeden z ostatnich odcinków „Sądu” był kolejny raz poświęcony rozstrzyganiu: odebrać czy nie odebrać kilkuletnich synów owdowiałemu mężczyźnie? Chętnymi do przejęcia dzieci była szwagierka z mężem.

Ludziom o już średnio wrażliwych sercach nie wydawało się to możliwe. Szwagierka była wcześniej skazana za fałszywe oskarżenie nauczyciela o napastowanie seksualne. Szwagier za największą wartość życiową uznawał kasę. Dużą kasę, której nie miał owdowiały ojciec chłopców. Wykpiwał go za to w obecności Wysokiego Sądu i dzieci. Skoro własnych nie może mieć – argumentował – to jego pełne konto jest potwierdzeniem predyspozycji i prawa do zastąpienia dzieciom rodzonego ojca….

Pan sędzia nie przerywał. Przysłuchiwał się temu, wydawać by się mogło – z troską malującą się na twarzy. „Zaraz odprawi z kwitkiem nowobogackich” – domyślali się widzowie. Sędzia jednak zarządził jeszcze przesłuchanie chłopców w oddzielnym pokoju. A po powrocie na salę rozpraw, bez wahania zadecydował o odebraniu ich ojcu i przyznaniu praw do opieki szwagrostwu z pełnym kontem bankowym.

Dlaczego tak? Pan sędzia uznał, że o wychowanie chłopców lepiej zadba bezdzietne małżeństwo kołtunów z pieniędzmi, niż średnio zamożny tata o „niejasnej orientacji seksualnej”. To znaczy – niejasnej dla pana sędziego, bo na pewno nie dla każdego, kto liznął choć trochę racjonalnej wiedzy o człowieku.

Ów arbiter otóż wydobył od starszego z chłopców zwierzenie, że podpatrzył, jak tata zamyka się wieczorami w swoim pokoju, gdzie przebiera się w sukienki ich zmarłej mamy. Chłopiec bał się, że dowiedzą się o tym jego koledzy i z tego powodu stanie się przedmiotem ich kpin.

Skąd o tym mieliby się dowiedzieć? – pan sędzia nie zapytał.

Dlaczego ten niewinny przejaw fetyszyzmu, uzasadniony miłością do zmarłej żony, został tak nieludzko przez niego potraktowany? – tego pan sędzia nie próbował wyjaśnić ani dzieciom, ani telewidzom.

Dlaczego nie zdobył się na szerszą refleksję? Że przecież ta ukrywana słabostka ojca powinna stać się dla chłopców zaczątkiem cennej wiedzy społecznej. Wiedzy o tym, z jakimi jeszcze ludzkimi cechami trzeba im będzie zetknąć się w życiu. O tym, jak umiejętnie odróżnić dobre od złych. To też, najwyraźniej, było dla sędziego za trudne.

W uzasadnieniu wyroku nie było ani słowa o potrzebie, sensie i wartości tolerancji? A była doskonała okazja. Niestety, i tej szansy pan sędzia albo w ogóle nie dostrzegł, albo świadomie z niej zrezygnował.

Pan sędzia wolał więc odebrać dzieci ojcu, cierpiącemu z powodu śmierci ukochanej żony, niż    podjąć próbę profesjonalnego rozstrzygnięcia, czy niegroźny fetyszysta może kiedyś przeobrazić się w pedała i pedofila? Otóż – to mało prawdopodobne.

Jest i alternatywa: pan sędzia – być może – nie dostrzega różnicy pomiędzy potrzeba tolerancji a tolerowaniem zbrodni. Co – w świetle wielu ostatnich wyroków w sądach nie tylko rodzinnych – jest wielce prawdopodobne.

O autorze