Doktor Delfin czyli delfinoterapia

Autor wpisu  Joanna Nowaczyk   kategoria       Czerwiec 8, 2012  

Delfiny słyną ze swojej inteligencji, a ich sympatia do ludzi jest wręcz legendarna. Ratują tonących, pilotują statki przez cieśniny, naganiają ryby do sieci i leczą chorych. Interesują się nimi fizycy, projektanci statków, nurkowie oraz wojsko. Sprawiają wrażenie stale uśmiechniętych. Żyją na naszej planecie od 50mln lat.

Podobnie jak konie i psy delfiny wykorzystane są w celach terapeutycznych. Zwierzęta te odczuwają nastrój człowieka. Znane są przypadki, że nawet dzikie delfiny zachowywały się zupełnie inaczej w kontakcie ze zdrowym człowiekiem a niepełnosprawnym. Do ludzi upośledzonych podpływały z większą ostrożnością i spokojem, nie wykonując żadnych energicznych ruchów. Do zdrowej osoby nie wahały się podpłynąć z impetem, próbując nawet ją przestraszyć. Delfiny pomagają ludziom nabrać pewności siebie, zdobyć więcej sił i możliwości motorycznych, a także pozbyć się lęków. Leczą chorych cierpiących na autyzm, zespół Down`a, białaczkę, dystrofię mięśni i wiele innych chorób neurologicznych, onkologicznych i psychicznych. Sygnały wydawane przez te ssaki regenerują również uszkodzone komórki lub też całe tkanki co prowadzi do częściowego lub całkowitego wyleczenia.

Trudne początki

   Badania nad wykorzystaniem delfinów do terapii dzieci cierpiących na choroby fizyczne i psychiczne  rozpoczęli w latach 70-tych XX wieku amerykańscy naukowcy i neuropsychiatrzy z Uniwersytetu w Miami na Florydzie pod kierownictwem prof. Davida Nathansona.

– Zawsze chciałem pomagać upośledzonym dzieciom, a zwłaszcza poprawić ich koncentrację.  Mały pacjent  szybko się nuży, przestaje uważać i nic do niego nie dociera. Podczas wielu lat pracy zauważyłem, że  maluchy kochają  muzykę, zwierzęta oraz zabawy w ciepłej wodzie.  Postanowiłem więc rehabilitować je w basenie z delfinami. I tak  się wszystko zaczęło – mów David Nathanson.

    W czasie prac z dziećmi upośledzonymi umysłowo Nathanson spostrzegł, że u maluchów kontakt z delfinami w wodzie powoduje wzrost zdolności uczenia się. Uznał, że metoda ta jest 2-10 razy skuteczniejsza w poprawianiu koncentracji uwagi i uczeniu się, niż stosowanie wykładów wyłącznie w klasach. Praca w basenie z butlonosami wywołała u chorych większą ilość reakcji niż praca bez udziału delfinów. Ssaki te fascynowały dzieci przez co zwiększała się ich zdolność koncentracji. Nathanson próbował przez jakiś czas pracować z maluchami cierpiącymi na autyzm ale zaprzestał. Stwierdził, że uczenie ich jest trudne, ponieważ nie posiadają one motywacji i nie umieją się długo skoncentrować na jednej rzeczy. Uznał, że dzieci te są za mało zainteresowane delfinami, aby terapia przyniosła rezultaty.

Innego zdania była amerykańska psycholog dr Besty Smith. Zapoczątkowała ona program nawiązywania kontaktów między delfinami a dziećmi autystycznymi, które zaklasyfikowano jako przypadki beznadziejne. Prace z tymi dziećmi oraz butlonosami rozpoczęła w 1978 r. Z badań pochodzących z jej projektu INREACH wynikało, że u maluchów chorych na autyzm następował stały wzrost koncentracji uwagi już w trakcie zabaw z delfinem, a także  po każdej zakończonej sesji terapeutycznej. 18-letni wówczas Michael tak pozytywnie zareagował na delfiny, że Smith zaproponowała mu kolejne spotkanie z butlonosami. Wnioski poparły hipotezę, że delfiny mogą stymulować spontaniczne i społeczne zachowania u osób autystycznych.

Ciekawe badania  przeprowadzono również w Belgii. W 1992 r. rodzice dzieci autystycznych mieszkających w tym kraju, po obejrzeniu programu o korzystnym wpływie delfinów na rozwój autystyków, zgłosili się do delfinarium w Bruges. Poprosili dyrekcję  o umożliwienie ich pociechom spotkania z delfinami. Władze delfinarium oraz naukowcy z Laboratorium Komunikacji Uniwersytetu w Liege opracowali specjalny program delfinoterapii. Projekt składał się z dwóch eksperymentów. Wzięły w nim udział trzy grupy dzieci: pierwsza pracująca  z delfinami, druga – pracująca  w sali oraz trzecia –  pracująca przy komputerze. Ich zadanie polegało na wykonaniu w obecności terapeutów identycznych zadań. Każda grupa liczyła 3 osoby. Dobrano dzieci o niemal identycznym  poziomie rozwoju, zdolnościach naśladowczych, poznawczych, ekspresji słownej, motoryki, percepcji oraz koordynacji  ręka – oko. Zadania polegały m.in. na rozpoznawaniu kolorów, kształtów, dopasowaniu poszczególnych elementów do podanego wzoru np. uporządkowanie kolorowych pasków. Program rozpoczął się  w 1992 r. i trwał 16 miesięcy, drugi rozpoczęto w 1994 r. i trwał 14 miesięcy. Wyniki eksperymentu były zadziwiające. Dzieci z pierwszej grupy nauczyły się zadań doskonale w stosunku do grupy pracującej  w klasie, potrafiły przenieść nowo nabyte umiejętności do wykonania nowego, innego polecenia. Sytuacja taka jest  zazwyczaj trudna do osiągnięcia u dzieci autystycznych. Natomiast w grupie trzeciej dzieci nie potrafiły nawet  nauczyć się jak prawidłowo ustawić kursor, nie umiały też wykonać nowego zadania.

     W Sewastopolu na Krymie dr Ludmila Lukina przeprowadziła badania dotyczące pracy ludzkiego serca. Z dziećmi biorącymi udział w programie tuż przed sesją z delfinem przeprowadzono rozmowę dotyczącą terapii, a potem sprawdzono im rytm serca. Następnie pływały one z butlonosami przez 8-10 minut. Każdy uczestnik eksperymentu wykonywał  polecenia  specjalisty. Jeśli dziecko było małe pływało z instruktorem. Po terapii ponownie sprawdzano im pracę serca i stawiano diagnozę.

     W innym delfinarium peruwiańscy lekarze badali wpływ ultradźwięków emitowanych przez delfiny na dzieci  znajdujące się jeszcze w łonie matki.

Do siedzącej na brzegu basenu ciężarnej  kobiety podpływa delfin. Delikatnie przytula swój pysk do brzucha przyszłej matki. Wszystko trwa niespełna 10 minut. Jak przekonują peruwiańscy  uczeni, te minuty mają zbawienny wpływ na rozwój płodu.

– Wiązki ultradźwięków emitowane przez delfiny stymulują rozwój komórek, pobudzają mózg i  wyostrzają zmysły dziecka, które wciąż jest w łonie matki – przekonuje Elizabeth Yalan z Kliniki Położnictwa w Limie.

Lekarka ta namawia więc gorąco przyszłe matki do skorzystania z delfinoterapii. Jak mówi wystarczy kilka minut, a efekty mogą być kolosalne.

– Na początku nie wierzyłam w tę metodę. Namówiła mnie koleżanka. Po każdej terapii czułam w sobie ogromny  spokój – przyznała Ety Napadenschi, która była wówczas w 8 miesiącu ciąży.

Wspaniała zabawa

     Doskonałe wyniki badań spowodowały, że na świecie uruchomiono cztery profesjonalne ośrodki delfinoterapii m.in. w USA, Izraelu i na Ukrainie. Chore dzieci pod nadzorem terapeutów pływają  tam z delfinami.

     Delfinoterapia polega na zabawach dzieci z delfinami, w czasie których ultradźwięki emitowane przez te ssaki przenikają przez ludzkie ciało. Delfiny  ciekawi u człowieka wszystko co odbiega od normy np. protezy czy nowotwory i tam właśnie wysyłają swoje ultradźwięki regenerujące zniszczone komórki oraz tkanki. W czasie zabaw z delfinami zwiększa się u człowieka wydzielanie endorfin, czyli hormonów, które m.in. zmniejszają uczucie bólu, głodu i poprawiają nastrój. To właśnie dlatego w obecności delfina  nawet  trudne i bolesne ćwiczenia dzieci wykonują szybciej i łatwiej  oraz robią większe postępy w terapii. Częstotliwość dźwięków wydawanych przez te morskie ssaki powoduje poprawne rozchodzenie się impulsów elektrycznych (fal mózgowych) w mózgu, zwłaszcza u dzieci cierpiących na autyzm oraz porażenie mózgowe. Podczas pływania z delfinami  następuje również zwiększenie produkcji limfocytów T, niezbędnych do utrzymania prawidłowego  poziomu odporności organizmu.

   Efekt terapii okazał się rewelacyjny, zwłaszcza u dzieci  cierpiących na autyzm. Maluchy, które nie potrafiły wypowiedzieć ani jednego słowa, po zabawach z delfinami normalnie mówią, czytają i reagują na otoczenie. Obecnie w delfinariach rehabilitowani są pacjenci cierpiący na ok. 80 chorób, zwłaszcza psychicznych, neurologicznych i onkologicznych.

Dozgonna przyjaźń

     Również w Polsce wiele matek mimo dalekiej drogi i ogromnych kosztów podróży jeździ z dziećmi na rehabilitację, zwłaszcza do Ośrodka Delfinoterapii Ukraińskiej Akademii Nauk w Kozaczej Buchcie.

– Początkowo Kewin rozwijał się prawidłowo. Mając dwa lata, rozlał mu się wyrostek robaczkowy. W ciężkim stanie zawieźliśmy go do szpitala. Natychmiast trafił na salę operacyjną – mówi Iwona Kawiorska, matka Kewina.

Tuż po wybudzeniu z narkozy mały dostał pierwszego  ataku padaczki, potem zaczął się szybko cofać w rozwoju.

– Myśleliśmy, że jest to reakcja organizmu na narkozę. Jednak lekarze rozpoznali autyzm – mówi Iwona.

Kewin bezładnie rozrzucał zabawki, nie umiał się skupić, kręcił się w kółko, tracił więź z otoczeniem, żył w swoim własnym świecie. Matka postanowiła z nim pojechać do Ośrodka Delfinoterapii Ukraińskiej Akademii Nauk w Kozaczej Buchcie na Ukrainie. Tam terapeutami  były cztery butlonosy: Diana, Anita, Wach i Biuti. Dawniej był to ośrodek marynarki wojennej pracujący nad wykorzystaniem delfinów do celów wojskowych. Walenie szkolono m.in. do zabijania wrogich płetwonurków i wysadzania łodzi podwodnych. Gdy ZSRR upadł zwierzęta nie były już potrzebne. Pojawił się problem co zrobić z 70 delfinami, które nie potrafiły żyć na wolności. Część sprzedano do różnych delfinariów. O butlonosach dowiedziała się pediatra, Ludmila Lukina i zorganizowała ośrodek.

– Kewin był zachwycony. Chwytał Dianę za płetwy i tak z nią pływał. Uwielbiał ją karmić i chlapać wodą. Mały był w tym ośrodku trzykrotnie. Efekt terapii okazał się wspaniały. Przestał kręcić się w kółko i biegać bez celu, pozbył się lęku wysokości. Poprawiła się  u niego koncentracja. Od pobytu w Kozaczej Buchcie minęło już kilka miesięcy, a Kewin ciągle ogląda zdjęcia delfinów i dopytuje się  kiedy znowu do nich pojedzie.

– Lekarze twierdzą, że delfiny wyczuwają zamiary i obawy ludzi. Początkowo trochę sceptycznie  podchodziłam do tej informacji. Jednak zauważyłam, że gdy Kewin bał się butlonosa, delfin nie podpływał zbyt blisko. Czekał, aż dziecko przywyknie do jego obecności. Podczas terapii delfin był niezwykle łagodny i cierpliwy. Zawsze pozwalał się głaskać – mówi Iwona Kawiorska z Sosnowca, matka Kewina

Sporo szczęścia miał również Maciej Nita z Janowa Lubelskiego. Wziął on udział w pilotażowym programie  delfinoterapii prowadzonym w Kłajpedzie na Litwie.

Gloria, prawie 4-metrowy delfin, wypycha swoim śliskim nosem zanurzone w wodzie stopy Maćka. Dziecko siedzi na pomoście i wyciąga ręce do swojej nietypowej  terapeutki. Głaszcząc ją delikatnie po mokrym grzbiecie uśmiecha się zadowolone. Takie zachowanie  u dzieci cierpiących na autyzm  to rzadkość.

     Maciek Nita z Janowa Lubelskiego mając trzy lata przestał recytować wierszyki, śpiewać piosenki, mówić a potem spać. Przez wiele miesięcy odpoczywał tylko  dwie-trzy godziny na dobę. Po wielu badaniach okazało się, że cierpi na autyzm. Dla rodziców to był szok.

– Syn fizycznie  rozwijał się  prawidłowo, jednak porozumieć się z nim potrafiło tylko kilka osób. Bał się wielu rzeczy np. chodzenia po schodach, nie potrafił sam się ubrać. Za to godzinami obracał w palcach niewielkie przedmioty. Bardzo mało spał – mówi Zbigniew Nita, ojciec Maćka.

Tradycyjne metody leczenia  nie pomagały więc Maciek trafił do delfinarium w Muzeum Morskim w  Kłajpedzie na Litwie. Tam właśnie rozpoczęto pilotażowy program rehabilitacji dwójki dzieci autystycznych z delfinami.

W basenie pływało pięć butlonosów: Nana, Gloria, Łota, Nita i Argos. Maciej już w trakcie pierwszego seansu odwrócił do góry nogami żmudnie układany plan rehabilitacji. Zamiast spokojnie zapoznawać się z delfinami i z daleka  popatrzeć jak baraszkują wskoczył do wody. Natychmiast zjawiła się Gloria. Po krótkim patrzeniu  sobie w oczy znajomość została zawarta – wspomina Zbigniew.

Agnieszka 1

Maciek  głaskał delfina, chlapał go wodą, próbował mu włożyć rękę do pyska. Nie chciał wychodzić z basenu. Pobyt w Kłajpedzie rodzice Maćka oceniają jako wielki  przełom w życiu syna. Uspokoił się, sam zaczął chodzić po schodach, uśmiechać się, a w supermarkecie pcha sklepowy wózek. Maciek uczestniczył w pięciu turnusach delfinoterapii. Po zakończeniu każdego z nich  chłopiec był spokojniejszy, bardziej wyciszony, potrafił przeleżeć spokojnie nawet 40 minut a potem przespać całą noc.

– Nie dokonujemy żadnych cudów, delfinoterapia to nie czary i magia. Sparaliżowane  dzieci  nie zaczną nagle skakać i grać w piłkę nożną, ale widzimy u nich zmiany na lepsze.  Nawiązują kontakt z rodzicami, zaczynają mówić, a to już duże osiągnięcie.  Wkładają  w to  mnóstwo  czasu, wysiłku i robią postępy. Ciężko pracują  i są szczęśliwe.  Dzieci te większość życia spędzają w szpitalach, tam nie ma czasu na zabawy.  My pokazujemy, że można leczyć w inny, bardziej przyjemny i równie skuteczny  sposób  – mówi jedna z amerykańskich terapeutek.

Terapeuci na medal

   Delfiny są doskonałymi terapeutami, nikomu nie zrobią krzywdy.  Słyną z  inteligencji, delikatności, cierpliwości i wyrozumiałości. Rozumieją  że osoba, która nie umie poruszać kończynami jest niepełnosprawna, więc obchodzą się z nią delikatniej  i same wykonują powolniejsze ruchy. Jest to  już wyższy poziom myślenia świadczący o obecności intelektu  i uczuć.

– Tuż obok mnie, na wodzie leżał częściowo sparaliżowany chłopiec. Ponieważ dziecko nie ruszało nogami delfin uznał, że  może utonąć. Wpłynął więc pod jego plecy i  wypychał głowę nad powierzchnią wody. Delfin sam wiedział co trzeba robić i sam dostosował się do potrzeb dziecka. Dostrzegł  zjawisko, zinterpretował  je i podjął  odpowiednie działanie i  to właśnie świadczy o jego inteligencji – twierdzi Nathanson.

autor:  Aleksandra Piaścik

Tagi

O autorze  

Z wykształcenia politolog i dziennikarz. Pasjonatka życia. Aktywna, kreatywna, biorąca garściami z każdego dnia.
Kocha dzieci, zwierzęta, badmintona, kajaki, góry, lasy, streching, podróże, morze itp….