Kto napluje Kukizowi w ,,ryj” ?

Autor wpisu  Joanna Nowaczyk   kategoria       Styczeń 29, 2016  

Polityka to niebezpieczna kochanka.  Jak prostytutka jest na usługach tego, który ma władzę i pieniądze. Jednak szybko zwykle  okazuje się, że jest tanią dziwką. W rękach alfonsa, którego trudno zaspokoić plikiem banknotów. Zwłaszcza takiego któremu dobrze na stanie robi  łajanie tych, którym już nic nie wolno.

Oddechem świeżości, powiewem nadziei w czasach złych i marnych, jak i tych bardziej urodzajnych zawsze  był artysta. Człowiek obdarzony przez ,,niebiosa” darem pokrzepienia, szpilą pobudzenia lub błogostajnego rozweselania.

Gdy ten, np muzyk otwierał usta na ,,igrzyskach” stawał się chlebem dla duszy, ucha i oka. Będąc głosem narodu, ludzkich potrzeb, wołaniem o wolność i morzem  możliwości z niej wynikających.

Bywa i tak, że  z czasem art mija i pozostaje niesmak. Ostatnia kropla ognistego napoju dawno już wyschła. Wdychać już możną tylko powietrze lub szarość papierosowego dymu. Wówczas  za brak dobrobytu obwinia się świat a gniew i frustracja może przeobrazić się w działanie.  I to te ostatnie zwykle stają się niecne i wybitnie znamienne w skutkach.

Tym sposobem pewien artysta co ,,piersi” ukochał, jął się politykowania. Znany jako ten co serca rozgrzewał, politykom wytykał i nadzieję rozsiewał, zawalczył stołek na Wiejskiej w Warszawie. Audyt podobny i a ,,Sejmowe tango” jest gdzie wykrzyczeć, bo do mikrofonu. Merytoryka nieco inna, bo zamiast kultowych produkcji takich jak: rodzina słowem silna, zmuszony do produkcji obiecanek dla naiwnych. Sens podobny, jednak na salonach już pewnych rzeczy oficjalnie nie wypada.

Wypada i warto jednak przyznać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A pamięć krucha jest.  Zwłaszcza u tych , którzy na Wiejskiej siedzą.

Jak zostanę politykiem to naplujcie mi w ryj i mówcie do mnie szmato. – tymi słowami wyraził się kiedyś jeden  z czołowych polskich piosenkarzy Paweł Kukiz z zespołu Piersi – podaje Antyradio.pl

Zryw wyborczy był, ale co dalej ? I tu historia nabiera innego koloru. W tym właśnie miejscu polityka  rozkłada nogi niczym najtańsza ulicznica, która  jak się okazuje nie tylko nie jest damą do towarzystwa, ale nawet nie kobietą, w najlepszym wypadku wystawia nam gołe pośladki do pocałowania.

Ulica Wiejska w Warszawie jest magicznym miejscem. Pozbawia bowiem nie tylko  pamięci tam urzędujących, ale i zdrowy rozsądek odbiera. Każdy kto stołek swój częścią ponętną, acz najmniej szlachetną napiętnował, zaraz staje się kimś innym. Czasem ważniejszym, czasem mądrzejszym a czasem bardziej utytułowanym.

I tak od samozwańczych prawników przejść swobodnie możemy do niemianowanych profesorów, w swojej mowie rynsztok przypominających.

Tu do szmat jest  również duże zamiłowanie,… niektórych polityków. Począwszy od tego, który szmatą kazał się nazywać, gdy go na Wiejską poniesie, po niezgrabne panie o szczękach gorętszych niż wściekłe psy w ciemnym zaułku.  

W tym miejscu, w namiętnym uścisku ud swej kochanki polityki, schronienie znajdują  wyrwani z czeluści prawa. Sprzedają swoje ciała, umysły na części do kukieł przydatnych. W rozkroku pomiędzy godnością a posłuszeństwem snują wątpliwe plany na przyszłość.  

Lecz nie tego spodziewali się po swoim artyście ci, co lata temu ramoneski ćwiekami niszczyli.  W naiwnym, wręcz dziecięcym uniesieniu, kwilili coś o JOW’ach, a może to było o krowach ? lub tylko o rowach ?. Dziś już nikt tego nie pamięta. Nikt nie wspomina.

Nie ważne, kto kogo szmatą nawie, bo ściera brzmi bardziej obraźliwie.

Pozostaje tylko splunąć na to  lub chlusnąć śliną ,,w ryj” . By nie pozostawić artyście, artystycznego złudzenia, że odszedł bez pamięci. A jego poczucie empatii i przyzwoitości zostało źle odebrane, które w piosenkach brzmi dość prawdziwie.

O autorze  

Z wykształcenia politolog i dziennikarz. Pasjonatka życia. Aktywna, kreatywna, biorąca garściami z każdego dnia.
Kocha dzieci, zwierzęta, badmintona, kajaki, góry, lasy, streching, podróże, morze itp….